Zweig, czyli krótka historia o lawinie

wtorek, 21 listopada 2017

Czy zdarza Wam się napalić na jakiś wzór jak szczerbaty na suchary, połączyć go z włóczkowym mercedesem a potem spada na Was lawina dziewiarskich nieszczęść? Tak było z Zweigiem.

Po zobaczeniu kilku pierwszych zdjęć na Instagramie Caitlin i po krótkiej, niekoniecznie słusznej, ocenie swoich możliwości jeśli chodzi o wzory żakardowe i zapewnieniu przez autorkę, że wzór jest przyjazny początkującym* porwałam się na testowanie. 

Od początku wiedziałam, że część kolorowa musi być zrobiona z motka przecudnie farbowanej mieszanki merino, kaszmiru i nylonu od Olann.ie o wdzięcznej nazwie koloru Chimera. Nietaktem wręcz byłoby połączenie jej z czymś zwyczajnym, więc w kwestii bazowej nici wybór padł na Merino 4ply od 7oczek.

I w tym miejscu spadł pierwszy mały kamyk.

Logicznym rozwiązaniem dla tak nieoczywistego koloru wydawałoby się wybranie jak najbardziej jednolitego i kontrastowego tła. Przy Perłowej szarości, na którą się zdecydowałam, efekt jest taki, że pierwszą część wzoru można spokojnie porównać do tablic Ishihary.



Kolejny kamyk, a nawet kilka potoczyło się przy próbce.

Oryginalna próbka to 24 oczka na 31 rzędów we wzorze z korpusu/rękawów, w głównym kolorze (czyli u mnie wcześniej wspomniane Merino 4ply od 7 oczek) na drutach o grubości 3,75 mm. Jak to już kilkukrotnie miało miejsce przy wzorach Caitlin i tym razem nie obyło się bez zwiększenia drutów do 4 mm, by moja próbka zgadzała się z tą z wzoru.
Niestety połączenie drutów oraz włóczki dało wyjątkowo nieciekawą kombinację jeśli chodzi o komfort pracy. Przez cały czas miałam wrażenie, że włóczka przelewa mi się przez palce, a dzianina  przypomina smutną, dziurawą szmatkę**. Teoretycznie chciałam skoczyć sweter jak najszybciej, a w praktyce zataczałam coraz szersze w okół niego kręgi.

Toczą się kolejne, co raz większe kamyki.
 
Jako, że nie podobał mi się kształt rękawa z wzoru swoje postanowiłam zrobić gładkie i proste z drobnym tylko akcentem koloru przy mankietach. Wydawałoby się - błahostka. Otóż nic bardziej mylnego. Przy pierwszym rękawie chciałam być mądrzejsza, bo przecież to tylko rękaw, i darowałam sobie zmienianie nitki co parę rzędów. Efektem były idealnie równe paski. Sprułam to co zrobiłam, przeprosiłam się z drugim motkiem i niedługo potem pierwszy rękaw był gotowy. 
 

Przy drugim niestety nie było już tak kolorowo, im bliżej byłam końca tym coraz większy był mój syndrom drugiego rękawa - zdarzało się, że przerabiałam tylko jedno okrążenie w ciągu dnia, a były i takie, w których tylko trzymałam robótkę w ręku prawdopodobnie licząc na cud. Cud oczywiście nie nastąpił, ale w końcu rękaw skończyłam, całość wyprałam, wciągnęłam nitki i poszłam do pracy wcześniej narzucając nań marynarkę. 
Marynarka w ciągu dnia wylądowała na oparciu krzesła, a ja udałam się w wiadome miejsce.

W tym momencie spada głaz.

Stojąc przed lustrem w toalecie zorientowałam się, że mimo zmieniania nitek co któryś rząd jeden rękaw i tak jest w paski. Może nie tak idealnie równe jak te pierwsze, ale nie da się ich nie zauważyć. Niestety cała moja wcześniejsza przygoda z tym swetrem doprowadziła do tego, że pogodziłam się z faktem konieczności życia z pasiastym rękawem - robienie czwartego rękawa do jednego swetra jest ponad moje nerwy.



Po odgruzowaniu się spod lawiny muszę przyznać, że jestem zadowolona z efektu finalnego, ale gdybym miała drugi raz robić ten sam wzór, bo ten sam z siebie jest bardzo przyjemny w robocie, zdecydowanie wybrałabym inną włóczkę. Niestety budyniowate merynosy nie należą do moich ulubionych.






Dane techniczne:
wzór: Zweig
włóczka: Olann.ie MCN Sock, kolor Chimera - około pół motka
7oczek Merino 4ply, kolor Perłowa szarość - trochę ponad 2 motki
druty: 3,5 mm i 4 mm

*Owszem, popełniłam do tej pory kilka żakardowych robótek, jednak zawsze były to elementy drobne, najczęściej nie będące elementami garderoby, a już na pewno nie był to sweter.

**Wszystkie te nieszczęścia dało się zlikwidować po porządnym namoczeniu w Eucalanie, dziurki przy mini warkoczykach zostały zamknięte, a całość stała się przyjemnie puchata, ale jeśli jeszcze raz miałabym robić coś z Merino 4ply (a pewnie będę, bo został mi prawie cały 1 motek) to zdecydowanie na mniejszych drutach.

5 komentarzy

  1. Sweter śliczny, modelka również, paskowanie nie takie znowu straszne, a wpis o smutnej szmatce jakoś mi się kojarzy z Kubusiem Puchatkiem i prezentami dla Prosiaczka bodajże ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sweter rewelacyjny,aż dziwnie się czyta o pani kłopotach z nim:) pozazdrościć tylko wytrwałości!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpierw szczerze Ci powiem, że naprawdę efektowny sweterek zrobiłaś. Podoba mi się ten wzór i chyba wrzucę go na druty jak tylko skończę swój nowy projekt :) Podoba mi się w nim to, że można absolutnie poszaleć z tymi ciapkami na ażurze i nadal to jest "to"! Jednokolorowy ażur zepsułby wszystko.
    Dobór kolorów - świetny! Ale znam ból solidów, które takie wcale nie są... i pewnie biorąc do serca Twoje rady zdecyduję się na mniej cieniowany, bo pasków na rękawach nienawidzę równie mocno jak Ty. Ale musisz coś wiedzieć. Tylko dziergający je widzi :) Gdybyś nie napisała to nie zwróciłabym nawet uwagi! Jest naprawdę pięknie!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przykro czytać o kłopotach z włóczką...Natomiast Twój sweter sprawił, że właśnie nabrałam oczka na swoja wersję w ramach urlopu i dziergania z gotowców:) Jest piękny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi się podoba Twój sweter, myślę, że efekt końcowy wynagradza te wszystkie bole porodowe po drodze... Szkoda tylko tego rękawa w paski, bo wiem jak strasznie takie rzeczy potrafią denerwować latami po skończeniu robótki, mimo że dla postronnych sweter jest wcieleniem piękna. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Zapraszam ponownie :)

Latest Instagrams

© baba w domu. Design by FCD.