Warkoczowy powrót do szkoły, czyli kominy dwa

Dzisiejsza robótka (a właściwie robótki) jest iście zimowa i chyba tylko z tego względu nie pojawiła się jeszcze na blogu, chociaż strony projektów na Ravelry już dawno zostały uzupełnione o zdjęcia, a ja wrzuciłam na druty coś bardziej przystępnego jeśli chodzi o połączenie grubości włóczki i pory roku. 

Wzór na komin Back to scowl (stąd powrót do szkoły w tytule - school cowl) miałam na oku od jakiegoś czasu, chociaż nigdy nie dodałam do swojej kolejki do wydziergania. Motorem sprawczym były dwa wydarzenia na Ravelry. Polski KAL, którego motywem przewodnim były warkocze oraz ***Midsummer Magical Mini Swap*** w grupie Tiny Owl Knits.  

Moja partnerka miała w swojej kolejce do zrobienia inny wzór autorstwa Lili (Papyrus, który też trafił na moją listę do zrobienia) i oczywiście mogłam go zrobić, ale postawiłam na element zaskoczenia i warkocze. Dodatkowo do Papyrusa nie pasowała mi włóczka, którą chciałam wykorzystać, czyli dropsowa Alaska w kolorze intensywnej czerwieni. 

Niestety ilość jaką miałam w swoich zapasach okazała się za mała. Zabrakło mi włóczki dosłownie na kilka ostatnich rzędów. Oczywiście byłoby za prosto gdybym od razu zamówiła motek w dobrym kolorze, więc w międzyczasie czekania najpierw na motek nr 1, potem na motek nr 2 wydziergałam drugi taki komin. Połączenie dwóch szarości nie wynika z braku włóczki, tu akurat wszystko się zgadzało, po prostu pomyślałam, że w takiej formie będzie ciekawszy. 

Czerwony komin powędrował do Holandii i już od dobrego tygodnia z okładem ma nową właścicielkę a ja po cichu czekam na chłodniejsze dni żeby móc wskoczyć w swoje warkocze. No i oczywiście z niecierpliwością wypatruję paczki dla siebie w tej wymianie. 

I jeszcze małe ogłoszenie, od jakiegoś czasu przestałam dodawać wpisy z czapkami w ramach wyzwania 12 czapek w 1 rok a to z tego powodu, że postanowiłam z tego wyzwania zrezygnować. Robienie 12 czapek na drutach okazało się sportem nie dla mnie z dość błahej przyczyny - ja po prostu nie noszę czapek na tyle intensywnie by niemal przez dwa tygodnie, każdego dnia móc pochwalić się inną.

10 komentarzy:

  1. Piękne są, sama mam od dawien dawna w kolejce. Tylko forma mi nie odpowiada, bo za małe do otulania. Ale jak mi się gust zmieni to kto wie. :)
    Czerwony szczególnie cudne urody.
    A do wyzwania ja się z tego samego powodu nie zapisałam- gdybym jeszcze miała komu to dać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One wcale takie małe nie są jakby się mogło wydawać. Wiadomo, zamotać się tego na kilka razy nie da, ale i tak jest miękko i przyjemnie dookoła szyi :)
      Ja już zaczęłam się śmiać, że wydziergam czapki dla kota, bo gdzieś mi mignęła książka z takimi wzorami, ale czy by je nosił, wątpię ;) Dlatego wolę włóczkę spożytkować na coś co będzie bardziej użyteczne.

      Usuń
  2. Świetne kominy w ładnych kolorkach:) Osobiście wolę większe formy do otulania, ale wiadomo - każdy lubi coś innego:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja też lubię się omotać kilka razy dookoła, ale one wcale nie są takie małe, a przede wszystkim są cudownie miękkie i mięsiste :)

      Usuń
  3. Piękne kominy! Chciałabym taki w kolorze mięty...

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznaję się. Od trzech lat próbuję zrobić dla męże zwykły szalik i doszłam mniej więcej do połowy. A tu takie cuda! Aż mi wstyd. Fakt, wprawy nie mam, ale tak z ciekawości - ile czasu poświęciłaś na jeden komin? Prawdziwe cudeńka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to trzeba się natychmiast z drutami przeprosić i zabrać za szalik, bo w czym maż będzie zimą chodził ;) Nie no, żartuję. Jeden udało mi się zrobić w 3 dni, ale to były 3 dni intensywnego dziergania więc poszło bardzo szybko, z drugim już się tak nie spieszyłam i robiłam go około tygodnia, może trochę dłużej.
      Dziękuję za komplementy :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz. Zapraszam ponownie :)