Jutowe trio + wspólne dzierganie i czytanie #12

W tym poście zdecydowanie więcej będzie szycia niż dziergania, ale jako, że robótka na drutach też jest, czas na Wspólne dzierganie i czytanieNajpierw o szyciu. Jakiś czas temu pisałam moim pierwszym starciu z maszyną do szycia. Uszyłam wtedy koślawą torbę, z której byłam (i dalej jestem) niezmiernie dumna. Od tamtego czasu maszyna okazywała się coraz mniej straszna, koślawy model torby został zdecydowanie ulepszony - torba jest większa no i rączki wszywane do środka zdecydowanie robią robotę. W zeszłym tygodniu powstały dwie takie torby, a kolejne czekają na zszycie. 
O ile torby ze mną nie zostaną, to z innego, mniej reprezentatywnego, worka postanowiłam zrobić coś dla siebie. O ile uszyta z niego torba byłaby mało ciekawa ze względu na brak kolorowej grafiki, idealnie nadawał się na pojemnik/kosz na włóczki. Worek ten miał jeszcze jedną wadę - długie, obłażące kłaczki.

Żeby włóczki nie oblazły w juto-kłaczkach, zrobiłam podszewkę z grubej bawełny (pierwotnie była to narzuta na łóżko, którą kupiłam przez internet za grosze, niestety okazała się za duża i jej kolor znacznie odbiegał od tego co widziałam na zdjęciu). Pojemnik jest dość duży - 50 x 70 cm i jak na razie mieszczą się w nim wszystkie moje włóczki.


W kwestii dziergania niewiele zmieniło się od ostatniego razu. Na drutach cały czas narzucony jest Sideways Bias Triangle Shawl, jednak jestem już coraz bliżej końca, wczoraj zaczęłam piąty motek. Jako, że piąty motek jest jednocześnie ostatnim, nawet jeśli zabraknie mi odrobiny włóczki, kilka rzędów mniej raczej nie zrobi większej różnicy - szal już jest dość pokaźnych rozmiarów. Chociaż wg. moich wyliczeń wynika, że nie powinno niczego zabraknąć.
Co do książki w tym momencie czytam Wichrołaka Pawła Szlachetko. Nigdy nie słyszałam o tym autorze, ale opis na okładce wydawał mi się na tyle ciekawy, że postanowiłam tą książkę wypożyczyć. Jest to historia początkującego dziennikarza - Romana, który w pogoni za sensacją trafia do góralskiej wioski, gdzie mają miejsce tajemnicze morderstwa. Dodatkowo okazuje się, że jest on ojcem dziecka córki sołtysa, jego dawnej miłości, u którego to zatrzymał się podczas pobytu we wsi. Przeczytałam na razie tylko kilka stron, i o ile nie jestem w stanie się wypowiedzieć na temat akcji i tak mam wrażenie, że się nie polubimy. Książka jest pisana językiem bardzo prostym, czasami wręcz banalnym, dodatkowo autor zdrabnia praktycznie co się da, i tak mamy kiwającą główką Martusię i notariusza, nabitego w sobie, jak pączek dopiero co wyjęty z tłuszczu i gotowy do obtoczenia w lukrze. Mam nadzieję, że fabuła nie będzie tak prosta, bo z tego co pobieżnie przejrzałam język raczej nie zmieni się do końca książki.

12 komentarzy:

  1. Wspaniałe torby :)
    a jkie cudownosci w środku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz siedzę na nimi i zastanawiam się co by tu wydziergać :)

      Usuń
  2. Bardzo oryginalne te jutowe torby :-) gratuluję okiełznania maszyny do szycia - mam nadzieję, że też kiedyś znajdę na to czas! :)
    A książki - wiadomo - nie wszystkie są dobre. Jak mnie jakaś nie wciągnie wystarczająco to porzucam. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Maszyna okazała się całkiem przyjaznym urządzeniem i nie trzeba się jej wcale bać :)
      To pocieszające, że nie tylko ja nie męczę się z nieciekawymi książkami :)

      Usuń
  3. Gdybym miała wybrać dzisiaj coś co mi się najbardziej podobało miałabym problem-torby świetne, worek na włóczki rewelacja. Muszę o takim pomyśleć, ale fajnie gdyby miał jeszcze jakąś przykrywkę, żeby zalegające w niej długo włóczki się nie kurzyły i nie zapraszały moli. Szal przepiękny w swej prostocie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Worek jest wywinięty na zewnątrz więc zawsze można go zwinąć i już nic się nie kurzy. A w środku zapobiegawczo są dwie antymolowe saszetki :)

      Usuń
  4. Torby rewelacyjne - proste, funkcjonalne i oryginalne! Szal ma przepiękny kolor i fakturę, a cytat z książki rozwalił mnie w sensie dosłownym - przez moment sama poczułam się jak pączek czekający na obtoczenie w lukrze:)) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Cytat niestety w dużej mierze oddaje język jakim jest napisana ta książka, zupełnie od do mnie nie trafia.

      Usuń
  5. Jutowe trio jest fantastyczne. Mnie też przydałyby się takie worki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakie świetne torby, a kolory włóczek w worku przepiękne.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Zapraszam ponownie :)