Coffee bag - pierwsze starcie z maszyną do szycia za mną

Jakiś czas temu stałam się posiadaczką maszyny do szycia. Niedługo po tym wręczono mi kilka worków po kawie z hasłem "uszyj z tego torby". Mimo tego, że wcześniej maszynę uruchomiłam tylko jeden raz żeby sprawdzić czy działa, stwierdziłam, że a co mi tam, spróbuję. I właśnie tą pracą totalnego żółtodzioba chciałam się dzisiaj pochwalić.
Co do samej maszyny - jest to stary Łucznik model 884. Z jej metryczki wynika, że jest 2 lata starsza ode mnie. Była ona praktycznie od zawsze w domu rodzinnym, jednak nigdy nie przyszło mi przez myśl żeby nauczyć się na niej szyć. W tym momencie jesteśmy my dwie plus instrukcja obsługi, która wydaje mi się średnio klarowna - bo jak można kazać nacisnąć coś co się nacisnąć najzwyczajniej w świecie nie da. Wiem, że jest to porządny sprzęt, który służył wiele lat i pewnie będzie działał jeszcze drugie tyle, ale na razie jest to relacja z cyklu tych love - hate, chyba głównie ze względu na instrukcję obsługi właśnie i gdzieś z tyłu głowy kołacze mi się myśl, żeby zamienić ją na nowszy model, ale zdrowy rozsądek podpowiada, że jednak powinnyśmy się lepiej poznać, a potem czas na wydawanie sądów*.
Ale, miało być o torbie. Wręczono mi cztery worki co dało całkiem spore pole do manewrowania jeśli chodzi o psucie. Na szczęście to co wycięłam za pierwszym razem było jak najbardziej w porządku i zabrałam się za szycie. Dość sporo czasu zajęło mi ustawienie docisku stopki i naprężenia nici tak żeby się nie pętelkowała pod spodem szytego materiału, a i tak nie jestem pewna czy ustawienie, na którym szyłam było najsłuszniejsze, ale szew wygląda przyzwoicie z obydwu stron, także przyjęłam, że mogę tak przeszyć całość. Dodatkowych atrakcji zapewniła mi złamana igła oraz stopka na wolności, a to wszystko tylko dlatego, że zahaczyłam swetrem o szpilkę, którą był spięty materiał.



Po części wierzchniej przyszedł czas na podszewkę. Myślałam, że cienki, nierozciągliwy, najprawdopodobniej bawełniany, materiał będzie szył się bardzo łatwo. Bardzo się pomyliłam. O ile juta prowadzi się dość ciężko ze względu na swoją fakturę, ale idzie do przodu, to ten nieszczęśnik postawił na intensywne marszczenie i ściąganie się. Jednak udało się uszyć oba elementy, a następnie je zszyć ze sobą. 

Torba po zszyciu, jeszcze bez rączek.
Do samych rączek robiłam trzy podejścia - pierwsze miały wyglądać jak w tym tutorialu, niestety po zszyciu nie wyglądały tak jak chciałam. Podejście numer dwa zakładało zszycie paska materiału i wywinięcie go na prawą stronę. Wywinięcie wąskiego elementu z juty okazało się skrajnie niemożliwe - udało mi się materiał przepchnąć tylko do połowy niestety wyglądał po tym bardzo źle. Podejście numer trzy okazało się strzałem w dziesiątkę - podwinęłam jutę z dwóch stron i składając do środka przeszyłam z wierzchu. 




Przyszycie samych rączek było bardzo łatwe, ale jak patrzę na efekt końcowy mogłam je wszyć podczas zszywania wierzchu z podszewką, na pewno wyglądałoby to bardziej estetycznie. 

Dno torby, cały czas bez rączek. 

I środek. Rączek nadal brak.

Moje wrażenia na temat szycia są jak najbardziej pozytywne. Miss równego szwu na razie nie zostanę, ale z efektu końcowego jestem naprawdę zadowolona chociaż jeśli mam ocenić samo szycie, to zdecydowanie najwięcej czasu zajęło mi nawlekanie igły, zaraz po zastanowieniu się jak wymienić stopkę (tu właśnie instrukcja sugerowała żeby nacisnąć w dół element, którego się nie da nacisnąć).

A na koniec bonus - jedno ze zdjęć spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłam zrobić z niego tapetę na pulpit :) 


*Smutno mi się robi, gdy widzę maszyny z ozdobnymi ściegami, mój Łucznik ich nie ma i to chyba główny przyczynek tej myśli. 

3 komentarze:

  1. Stare maszyny są w porządku, też kiedyś szyłam na starym Łuczniku, można się z nim dogadać. Poza tym w odróżnieniu od maszyn działających bezproblemowo zapewnia niezbędną ilość przygód ;)
    Torba wygląda super! Aż trudno uwierzyć, że to Twoje pierwsze krawieckie dzieło - musisz mieć wrodzony talent do szycia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Torba wygląda świetnie! Gratuluję udanego debiutu w szyciu :)
    Też na mnie czeka 'zabytkowa' rodzinna maszyna, ale na razie nie mam weny na naukę nowych rzeczy :(

    OdpowiedzUsuń
  3. jak na żółtodzioba to jak dla mnie jesteś Geniusz a nie Alicja :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz. Zapraszam ponownie :)