Malowane róże + wspólne dzierganie i czytanie #05

Jak co środa już czas na wspólne dzierganie i czytanie, ale uwaga, dzisiaj prócz dzielenia się z Wami moją aktualną lekturą będę się intensywnie chwalić ;)
Najpierw książka, która jest u mnie aktualnie na tapecie. W zasadzie książki są dwie - jedna to powieść, drugą można chyba zaliczyć do tzw. coffee table books. Najpierw ta z tekstem. Od dawna cenię kulturę japońską. Kilka lat temu była to wręcz ślepa fascynacja, wszystko co japońskie wydawało mi się lepsze, ciekawsze, byłam fanem wszystkiego, nie ważne jaka była tego jakość, ani jakie wartości to ze sobą niosło. Dzisiaj podchodzę do tego z większym dystansem, bardziej wybiórczo. Najpewniej w tzw. międzyczasie dorosłam. Książka, którą obecnie czytam to zdecydowanie świadomy wybór. Jestem kotem autorstwa Natsume Sōseki swoje pierwsze wydanie miała w 1905 roku. Jest to satyryczna opowieść, której akcja toczy się w latach 1904-1905, w czasie wojny Japonii z Rosją. Autor trafnie opisuje ludzkie przywary i daje obraz społeczeństwa japońskiego okresu Meiji. To na co warto zwrócić uwagę to narrator. Całość jest pisana z perspektywy...kota. 

Druga pozycja to Miłość do tekstyliów, Stiny Holmberg. Jest to album, który można dostać w Ikei. Jest to książka zdecydowanie do oglądania, tekstu jest w niej bardzo mało. Teoretycznie zawiera ona porady zrób to sam, ale mam wrażenie, że ich jakość pozostawia wiele do życzenia - można je sprowadzić do szycia za pomocą zszywacza, niby będzie całe, ale użyteczność zerowa. 

Ale tak naprawdę to o zdjęcia chodzi w tej książce. Są po prostu piękne i bardzo inspirujące. Jeśli będziecie w Ikei to warto się za nią rozejrzeć. Nie jest też droga. Ja zapłaciłam za nią trochę ponad 30zł, a z kartą Ikea Family jest o połowę tańsza. 

Robótkowo zdominował mnie temat Alicji w Krainie Czarów. Ale po kolei. Mimo całej komputeryzacji, cyfryzacji, etc. jestem bardzo analogowa. Żadna aplikacja nie zastąpi mi kalendarza w fizycznej formie - bo przecież nie da tam się dopiąć miliona karteczek, naklejek i jeszcze zakreślić co ważniejszych pozycji na kolorowo. To ostatnie pewnie się da i to jeszcze z dźwiękową przypominajką, ale takie rozwiązania zdecydowanie są nie dla mnie. Tak samo jak maile nie są w stanie zastąpić prawdziwych listów czy kartek. 
Dlatego gdy tylko mam możliwość wysyłam kartki, listy i bardzo chętnie biorę udział w różnych pocztówkowych wymianach. To co teraz dziergam znajdzie się właśnie w wymianie przesyłkowej, która ma miejsce w jednej z grup na Ravelry. Wymiana jest herbaciana i jej motów przewodni - to herbatka u królowej z Alicji w Kranie Czarów, dlatego też postanowiłam pobawić się w karty malujące białe róże na czerwono i zrobić takie szydełkowe podkładki pod kubki. Jedna czeka tylko na wykończenie, druga jest w fazie bardzo wczesnej i ta dla odmiany będzie bardziej czerwona. 

Zrobiłam również takie znaczniki oczek, to już jest herbatka w pełni :) No i w końcu przydały mi się koraliki i inne przydasie do robienia biżuterii, które kupiłam kilka lat temu w przypływie jakiegoś dziwnego olśnienia, a do tej pory nic z nimi nie zrobiłam. 

To tyle robótkowo. Teraz będę się bezczelnie chwalić :) Od jakiegoś czasu szukałam torebki/kosmetyczki do transportowania swoich zaczętych dziergadeł, jednak to co można spotkać w regularnej sprzedaży można określić różnymi przymiotnikami, ale niekoniecznie będzie to "ładny". Nawet gdyby jakimś cudem trafiło się coś ciekawie wyglądającego byłoby to najpewniej worem bez dna, a mi zależało na przegródkach, schowkach etc. 

Niewiele się zastanawiając napisałam do Maryszy, ustaliłyśmy detale i od wczoraj jest u mnie idealny organizer na robótki. Ma on wszystko to co chciałam, a nawet więcej :) - kilka kieszonek na przydasie, gumki do trzymania szydełek, drutów i czego tylko dusza zapragnie. No i przede wszystkim jest bardzo pojemny. 

Jeśli jesteście ciekawe jak wygląda dokładnie w środku, zapraszam do przeczytania posta Yarn Project Organiser u Maryszy.

I jeszcze jedna rzecz, którą sobie sprawiłam. Od jakiegoś czasu zastanawiałam się jak mogłabym ometkowywać swoje rzeczy. Nie chciałam drukowanych etykietek, bo to po prostu by mi się nie opłacało i obawiam się, że nie byłoby uniwersalne. Próbowałam również banderolek, ale przy mitenkach, które nie miały prostego kształtu miałam problem żeby je porządnie założyć. I w tem, eureka - pieczątka. Co jak co, ale stempel będę mogła umieścić praktycznie na wszystkim. 

Powtarza się na niej nagłówek bloga, chociaż teraz wychodzi na to, że to już logo. I co jest bardzo fajne w tym konkretnym automacie to to, że można go spersonalizować. Standardowe automaty do pieczątek są po prostu nudne, w mało ciekawych kolorach. Ten jest zrobiony z przeźroczystego plastiku, pod którym na całej jego powierzchni jest karteczka indeksująca, a nie jak to zazwyczaj bywa małe okienko u góry. Plastik ten oczywiście się ściąga i karteczkę można wymienić na dowolną i tu również producent automatu wychodzi na przeciw, i przygotował do tego serwis, gdzie przy paru kliknięciach i wgraniu zdjęcia można wygenerować plik z własną karteczką. Takie rozwiązania lubię.
Jeszcze tylko muszę się dowiedzieć jak ściągnąć ten plastik. Niestety takie rzeczy zawsze szły mi opornie i każdorazowo obawiam się, że coś połamię, a obrazkowa instrukcja na opakowaniu nie pomaga.

10 komentarzy:

  1. Oh! Szydełko i książki - idealne tematy!
    Bardzo zaintrygowałaś mnie książką, w której narratorem jest kot.. musi być ciekawe :D
    Dzięki za tyle miłych słów o organizerku - niech służy Ci długo!

    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie pochlebne słowa jak najbardziej zasłużone :D Organizer jest świetny :)

      Usuń
  2. Urzekły mnie markery, są cudne :)
    Zainspirowałaś mnie też pieczątką. Od jakiegoś czasu noszę się z zamówieniem metek, ale jakoś nie do końca mi pasują. Zdradzisz co to za automat do pieczątek i skąd można go wziąć? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Pieczątkę zamawiałam w Świecie Pieczątek - wszystko odbywa się ekspresowo, we wtorek złożyłam zamówienie, w środę gotowa pieczątka była już u mnie. Ten konkretny model automatu to Colop Printer IQ40 (57x23 mm) - jest to największy, z trzech rozmiarów w jakich on występuje. Wydaje mi się, że to taka najsensowniejszy rozmiar na logo. Mały jest zdecydowanie za maciupki, ten pomiędzy niby ok, ale różnica w cenie nie jest jakaś ogromna, dlatego wzięłam ten największy :) Z tego co się orientuję, chyba tylko ta seria automatów posiada tą możliwość zmieniania całego papierka z grafiką.
      Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Świetny pomysł z tą pieczątką :)
    A ja będę miała do Ciebie biznes, ale to za jakiś czas, na razie tylko wspominam, muszę jeszcze przemyśleć szczegóły :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, jestem z niej bardzo zadowolona :)
      Zasiałaś we mnie nutkę niepewności, w takim razie czekam na wiadomość :)

      Usuń
  4. Pomysł z pieczątką fajny.
    A książkę o kocie czytałam już jakiś czas temu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny organizer, a i pieczątka fajna.

    OdpowiedzUsuń
  6. Od dziecka marzę o własnej pieczątce, a odkąd zajęłam się kartkami z haftem matematycznym marzę bardziej, ale na razie marzę, bo nie mogę się zdecydować, co na niej umieścić - za dużo bym chciała.

    Marysza świetnie poradziła sobie z organizerem dla Ciebie, a z takimi znacznikami, jakie zrobiłaś, dzierganie będzie jeszcze bardziej przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba zawsze tak jest jak coś ma być na stałe, nigdy nie wiadomo na co się zdecydować :) U mnie było dość prosto bo miałam gotowe logo, ale zanim się zdecydowałam na jego ostateczną formę miałam chyba z milion wariantów :)

      Usuń

Dziękuję za komentarz. Zapraszam ponownie :)