bye bye 2014, hello 2015

Mam wrażenie, że odkąd w domu pojawił się kot nie mam możliwości na włóczkowe dłubanie w takiej ilości jak bym chciała. Kot jest z gatunku tych wszędobylskich i wymagających wiele uwagi, bez zbędnego owijania w bawełnę - straszny z niego zazdrośnik, spać chce tylko na kolanach, a jak widzi włóczkę to od razu mu się oczy świecą. Ale je, to najważniejsze :) 
Logika wskazywałaby na post podsumowujący cały rok 2014, jednak po dwóch miesiącach blogowania nie ma to raczej większego sensu - dlatego też zamiast podsumowania postanowiłam rok zakończyć listą planów na przyszły rok.

12 czapek w 1 rok - grudzień

Niestety, w tą środę, nie udało mi się dołączyć do Wspólnego dziergania i czytania u Maknety, z dwóch powodów. Pierwszy to czapka grudniowa z wyzwania 12 czapek w jeden rok, druga to mała futrzasta kulka o imieniu Onufry, która mieszka z nami od tygodnia.

2875m i 23 motki później, czyli szydełkowy koc granny square

Jest! W końcu! Szydełkowy koc ze słonecznych granny square (jakoś nie mogę się przekonać do polskiej nazwy, babcine kwadraty). Pisałam już o nim tu i tu. Wbrew moim wszelkim oczekiwaniom jednak mnie nie wykończył :) 


Krótka relacja z placu boju + wspólne dzierganie i czytanie.

Szydełkowy koc najprawdopodobniej postanowił mnie wykończyć. Łączenie kwadratów skończyłam w zeszłym tygodniu, w weekend zrobiłam brzeg, zaczęłam wciągać luźne nitki, a potem rozłożyłam go na płasko. 
W tym momencie zamiast posiadania skończonej roboty, skończyła się moja duma. Brzeg okazał się za duży w stosunku do głównej części koca i zamiast ładnego, równego, a przede wszystkim dającego się ułożyć na płasko brzegu pojawiła się niekoniecznie urocza falbanka.
R. proponował, żebym się z tym fantem przespała i spojrzała na niego na drugi dzień, ale to było zupełnie niepotrzebne, sprucie było jak najbardziej oczywistym posunięciem.  Dopiero wtedy mogłam położyć się spać z czystym sumieniem. 
Dzisiaj zabrałam się za brzeg na nowo, tym razem najprościej jak to tylko możliwe - całość obrabiam dookoła półsłupkami zamiast jak wcześniej skupiskami słupków i mam nadzieję skończyć jak najszybciej :)
A, że lubię jak coś do mnie podczas dziergania mówi - najlepiej film, serial albo książka, postanowiłam przyłączyć się do wspólnego dziergania i czytania na blogu Maknety

W przeprawie przez koc, w tej chwili towarzyszy mi Neil Gaiman i jego Chłopaki Anansiego. Niestety nie posiadam tej książki w formie papierowej dlatego powyższe zdjęcie to małe oszustwo - uznałam, że skoro Chłopaki Anansiego, to poniekąd kontynuacja Amerykańskich bogów, ta książka właśnie posłuży mi jako mały zamiennik :)

Witaj grudniu!

Grudzień zapowiada się pełen pracy - do wydziergania mam kilka czapek, mitenki, no i w końcu powinnam skończyć pled. Właściwie byłam już na etapie wciągania nitek do środka, ale stwierdziłam, że nie podoba mi się brzeg, który zrobiłam także sprułam całość i będę go robić jeszcze raz - jak najmożliwiej prosto, czyli półsłupki bez żadnych udziwnień.
Prócz tych pewnych robótek pewnie pojawi się coś jeszcze - pewnie gdzieś czai się wzór, który tylko czeka aż go odkryję ;) 
Ale, najpierw trzeba się dobrze przywitać z grudniem, a nie ma nic lepszego na początek nowego miesiąca jak smakowicie wyglądająca tapeta z pierniczkami, które wprowadzają w świąteczny nastrój :)

12 czapek w 1 rok - listopad

Dzisiaj udzierg ekspresowy - pierwsza z dwunastu czapek, które pojawią się w ramach wyzwania 12 czapek w 1 rok .







Drutowo-szydełkowe work in progress

Uff, myślałam, że post ten już nigdy nie powstanie. Odkładałam go od kilku dni - co prawda zmobilizowałam się dzisiaj do zrobienia zdjęć moich robótek, żeby czuć się jeszcze bardziej zmotywowaną dodałam wpis na Facebooka, że tak już dziś wpis WIPowo robótkowy. Wszystko skomplikowało się w momencie obróbki zdjęć - zamiast szybkiej obróbki zdjęć zrobiło się intensywne youtube party z tematami muzycznymi z seriali i filmów z lat 80-tych, które przerodziło się w śpiewanie do piosenek Queen. 
Ale w końcu udało się, wszystkie zdjęcia są obrobione, także mogę pochwalić się tym nad czym aktualnie pracuje - pled z kwadratów granny square i intensywnie zimowy szalik.

Wyzwanie rysunkowe: książka

Lubię kiedy coś mnie motywuje do pracy - takie właśnie są wyzwania rysunkowe. Określony temat, deadline - warunki idealne. 
Jak dla mnie nie ma chyba nic gorszego niż prośba o narysowanie czegoś ładnego bez cienia sugestii czym owo ładne coś mogłoby być - tu imaginuję hipotetyczną sytuację gdy rysuję smoka, a ktoś tak naprawdę miał na myśli bukiet kwiatów i to wszystko najlepiej na świętego nigdy. Jeśli ktoś prosi mnie o coś na świętego nigdy prawdopodobieństwo, że owo ładne coś nigdy nie powstanie skrajnie wzrasta.
Ale wracając do samego wyzwania, którego organizatorką jest Mała Ichi - temat: książka, czas: do 10 listopada, żadnych zbędnych niejasności, nic tylko brać udział.
 Oczywiście wzięłam :)

Hello November!

Początek miesiąca to idealny moment na pierwszy wpis. Trochę taka magna carta, którą można zapełnić bez wlokącego się ogona, chociaż ja tego nie uniknę - kilka zaczętych projektów ma dużą szansę na doczekanie się swojego końca w tym miesiącu, a co za tym idzie, na pewno wylądują na blogu :) 



 A teraz mała forma przekupstwa dla przyszłych czytelników.